poniedziałek, 10 sierpnia 2015

02. Mam problem i muszę go załatwić.

NOTKA POD ROZDZIAŁEM, KONIECZNIE PRZECZYTAJ!

Obudziłam się dość wcześnie jak na mnie. Sobota, godzina 8:26. Wstałam z łóżka, pokierowałam się do łazienki i po chłodnym prysznicu, zeszłam na dół do kuchni gdzie czekała na mnie moja ciocia.
- Już wróciłaś?- zapytałam i przytuliłam kobietę. 
- Tak, ale tylko na dwa dni, w poniedziałek znowu wyruszam i nie wiem kiedy będę z powrotem, możliwe że pod koniec miesiąca wrócę. - odparła. Świetnie cały miesiąc sama. - Przepraszam skarbie, ale wiesz, że taką mam pracę.
- Rozumiem, mną się nie przejmuj poradzę sobie- uśmiechnęłam się ciepło. 
Lisa podstawiła przede mną talerz z naleśnikami i kakao. Umiała świetnie gotować.
- Są pyszne, dziękuję.
- Sami, wychodzę dzisiaj na miasto, zostawiłam ci pieniądze w szufladzie w pokoju.

***
Siedziałam na kanapie przed telewizorem, kiedy nagle do drzwi ktoś się dobijał. Leniwie wstałam z sofy i otwarłam drzwi, a moim oczom ukazał się listonosz. - Dzień dobry, Sam Moon? 
- Tak, o co chodzi?
- List polecony, proszę tu podpisać - podpisałam jakąś kartkę i odebrałam kopertę - dziękuję, miłego dnia.
Zamknęłam drzwi, i weszłam z powrotem do salonu. Otwarłam list. W środku znajdowała się biała kartka złożona na pół. Wyprostowałam ją i nie mogłam uwierzyć swoim oczom.
Koniczyna.
Narysowana czterolistna koniczyna.
Tylko ON mógł to zrobić. Skąd on zna mój adres? Akurat teraz, kiedy wszystko w zyciu zaczęło mi się układać, on wraca i myśli, że wszystko będzie jak dawniej. Bądź co bądź ale pogodziłam się z tym, że mnie zostawił samą. Wiem, że to nie jest jego wina ale tak strasznie go za to nienawidziłam. Obiecał.
Wsadziłam rysunek z powrotem do białej koperty i wyrzuciłam do kosza. Niepotrzebne mi są śmieci.
Śmieci Sam? Ogarnij się!
Wyciągnęłam z pod koszulki swój wisiorek. Mimo wszystko nie potrafiłam się z nim rozstać. Nie umiałam się go pozbyć. Zawsze był przy mnie. Może jednak nadal mi zależy? Nie, co za głupoty!
Strasznie mi się nudziło, więc postanowiłam napisać sms-a do przyjaciółki.

NADAWCA: SAM
ODBIORCA: ANN
Cześć Ann! Wpadniesz do mnie? Strasznie się nudzę.
Sam xx

Nigdy nie musiałam długo czekać, aż przyjaciółka odpisze na wiadomość. Co jak co, ale ona chyba ciągle się w niego wpatruje.

NADAWCA: ANN
ODBIORCA: SAM
Aktualnie nie mogę, bo pomagam bratu się pakować, ale możesz wpaść i mi pomóc!
Nie znam takiego chłopaka jak on, który ma tyle ubrań, matko!
Ann xx

Napisałam jej, że będę do trzydziestu minut. Lubię spędzać czas z nią i z jej bratem. Dzieli ich 5 lat, a potrafią się dogadać w każdej sprawie.
Postanowiłam, że nie będę marnować benzyny i przejdę się pieszo. Samochodem byłabym tam w 5 minut, ale nic mi nie zaszkodzi dwudziestominutowy spacer. 
Na uszy założyłam słuchawki i zaczęłam słuchać losowych piosenek Weszłam do najbliższego sklepu kupić papierosy.
Nie paliłam często, ale istnieją takie dni kiedy człowiek musi się odstresować.
Idąc, wypaliłam ponad pół paczki. Nieźle, jeszcze nigdy tyle mi się nie udało przez kilkanaście minut.
Telefon zawibrował w mojej tylnej kieszeni spodni. Wyciągnęłam go i zobaczyłam sms-a od jakiegoś nieznanego mi numeru.

NADAWCA: PRYWATNE
ODBIORCA: SAM
50 tysięcy, inaczej powiedz dobranoc cioci.

W moich oczach zebrało się mnóstwo łez, nie potrafiłam ich zatrzymać.
Nawet nie miałam jak odpisać bo numer był prywatny. 
Lisa, ona jest w niebezpieczeństwie a ja nawet nie wiem skąd mam wziąć taką sumę pieniędzy i gdzie je zostawić.

NADAWCA: SAM
ODBIORCA: ANN
Nie mogę przyjść, coś mi wypadło przepraszam.
Sam xx


NADAWCA: ANN
ODBIORCA: SAM
Wszystko w porządku? Później zadzwonię to pogadamy:)
Ann xx

Szybkim krokiem zawróciłam w stronę swojego domu. Teraz żałuję, że nie zabrałam ze sobą samochodu. Cholera. Nawet nie zauważyłam kiedy zaczęło się ściemniać. Nie miałam ze sobą żadnego swetra, tylko krótkie spodenki i koszulkę z krótkim rękawem, świetnie. Co z tego, że było lato, Londyn lubi sobie zażartować z pogodą. 
Martwiłam się o Lisę. Moja jedyna rodzina to ona. Nie wiem jak bym sobie poradziła gdyby jej już nie było.
Nie dogadywałyśmy się to fakt, ale jednak ją kocham. 
Harry, Maks, Lisa - wszystko takie popaprane, cały mój świat zawalił się w ciągu tych kilku lat.
Musiałam jeszcze raz wejść do sklepu, po następne fajki bo zostały mi tylko 3. Gdy weszłam natychmiast chciałam z niego wyjść, ale wyszłabym na kretynkę, więc nie zważając na osobnika który mnie obserwował, podeszłam do kasy i kupiłam to co było mi potrzebne. 
- Cześć Sam - usłyszałam za sobą głos chłopaka.
- Cześć, spieszę się muszę lecieć. - mruknęłam i wyszłam ze sklepu. Jednak Harry mnie dogonił.
- Posłuchaj chciałem pogadać...
- Nie mam teraz czasu, czego nie rozumiesz w słowach spieszę się?!- Prawie krzyknęłam. 
- Chciałem cię przeprosić, Sam daj mi szansę! 
- Szybko, zwięźle i na temat - odparłam dalej idąc. Chłopak szedł obok mnie.
- Wiem, że wszystko co było jest już przeszłością. Wróciłem do Londynu, bez mamy i ojczyma. W końcu jestem już pełnoletni, więc sam mogę się utrzymać. Na prawdę, wiem, że dużo przeżyłaś, ale chcę żebyś wiedziała, że mi dalej na tobie zależy Sami. To teraz jest dla ciebie trudne, chciałbym odnowić z tobą kontakt, jakoś się zaprzyjaźnić - mówił niepewnie - proszę, wybacz mi - wręczył mi do rąk kartkę z narysowaną koniczyną. Dokładnie taką samą jaką dostałam dzisiaj rano.
- Czy to od ciebie dostałam list? W którym było dokładnie to samo? - wskazałam na obrazek.
Uśmiechnął się ledwo i pokiwał głową na tak. 
Chciałam na niego nakrzyczeć, wygarnąć mu, że przez niego zostałam prawie sama - prawie bo Lisa była ze mną. Właśnie. była. - ale nie potrafiłam. Jedyne co zrobiłam, to uroniłam kilka łez i go przytuliłam. Tak strasznie mi go brakowało. Próbowałam okłamywać samą siebie, przez te kilka lat, że już mi nie zależy.
Ciężko mi to wychodziło.
- Czy to oznacza, że mi wybaczasz?
- Tak, ale teraz na prawdę, cię przepraszam, mam problem i muszę go załatwić - uśmiechnęłam się blado do chłopaka.
- Może ci jakoś pomóc? - Jeszcze mi brakowało, żeby Harry'emu coś się stało. 
- Nie! Muszę to sama załatwić. - przytuliłam go i szybko poszłam do swojego domu. 

Po 10 minutach znajdowałam się w swoim pokoju. Byłam wielkim chodzącym kłębkiem nerwów. 
A co jeśli Lisa już...Nie. Nie mogę tak myśleć. Skąd mam wziąć te cholerne 50 tysięcy?

NADAWCA: PRYWATNE
ODBIORCA: SAM
Pieniądze mają być jutro o 19 w parku Thomasa. Wygadaj coś policji, to odstrzelę jej łeb.

Przynajmniej wiedziałam, że jeszcze żyje. Park Thomasa, znajduje się zaraz niedaleko mojego domu. Jutro do 19 muszę mieć 50 tysięcy inaczej ciocia zginie. 
Na dodatek nie mogę nikomu nic wygadać. Zastanawiam się, dlaczego to ja mam takiego pecha w życiu.

***

W nocy nie mogłam spać. Obudziłam się o 2, a potem wcale nie zmrużyłam oka. Czekałam na cud z nieba. 
Około godziny 7, wygrzebałam się z łóżka i poszłam do łazienki. Wyglądałam fatalnie. Podkrążone oczy, roztrzepane włosy, blada twarz, niczym trup. Wzięłam zimny prysznic i ubrałam na siebie czarne potargane jeansy i luźną białą koszulkę. Włosy starałam się rozczesać, ale nic z tego nie wychodziło, dlatego zostawiłam je takie jakie są. Nie malowałam się, nie widzialam potrzeby.
Bez śniadania, pojechałam do pracy.

- Sami, przepraszam, że nie zadzwoniłam byłam totalnie padnięta - odparła moja przyjaciółka nalewając shake czekoladowego, małej dziewczynce. - Czemu nie mogłaś wpaść?
- Nieważne - mruknęłam. Wiedziałam, że należą jej się jakieś wyjaśnienia ale nie moglam jej o niczym powiedzieć. - Ann? - popatrzyła na mnie. - nie masz może pożyczyć kilku tysięcy? - odparłam niepewnie. 
- A po co ci tyle pieniędzy? Wybacz Sam, ale nie mam aż tyle, mogę ci pożyczyć dwie stówki - powiedziała usmiechając się. - to jak powiesz mi na co ci tyle pieniędzy?
- Po prostu...potrzebuję.
- Ile dokładnie?
- 50 tysięcy...


__________
________
__

Rozdział, taki średni, chciałam zrobić dłuższy ale stwierdzilam, że dalszą część poznacie w kolejnych rozdziałach:)
Chciałabym, abyście komentowali to opowiadanie,bo bardzo mi zależy na tym aby wiedzieć, czy ktoś to czyta:)

3 komentarze = NEXT





piątek, 7 sierpnia 2015

01.

Weszłam do domu kierując się od razu do mojej sypialni.
Zegarek wskazywał godzinę 17:38. Umówiłam się z Ann, że podjadę po nią o 20 i razem pojedziemy do klubu. Musiałam się wyszaleć.
Zdjęłam z siebie brudne ubrania i dałam do kosza na pranie. Chwilę później znalazłam się w łazience pod prysznicem. Ciepłe strumyki wody czyściły moje ciało. Mokre włosy rozczesałam palcami, a siebie owinęłam ręcznikiem. Ubrałam na siebie krótkie czarne spodenki, oraz zwiewną miętową bluzkę na ramiączkach.
Nałożyłam lekki makijaż i śmiało mogłam stwierdzić, że byłam prawie gotowa. Prawie bo czekałam aż moje mokre włosy wyschną.
Zeszłam do kuchni w celu uczucia głodu. Przygotowałam sobie płatki z mlekiem. Może i się najem ale wiem, że za chwilę będę znów głodna. Nie miałam ochoty na bardziej skomplikowane dania.
Nadal nie mogłam uwierzyć, że będę z nim pracować pod jednym dachem.

*Retrospekcja*
- Cześć, jestem Harry- odparł po czym chwilę na mnie popatrzał. 
-Uhm, cześć Sam. - podałam chłopakowi rękę, to samo zrobiła Ann.
-Miło cię poznać Harry - odparła moja przyjaciółka. Miło? To nie było miłe. Skąd on się urwał? 
-Sam, pokaż koledze jak ma obsługiwać maszyny z napojami, będę w swoim biurze jakbyście czegoś potrzebowali - odparł John. Nienawidziłam go za to, że go tutaj zatrudnił. Jak on mógł? A no mógł, bo nic nie wiedział.
Nawet sam chłopak nic nie wiedział. Może po prostu nie pamiętał...
Pokazałam mu jak wszystko działa i chwilę później obsłużył swojego pierwszego klienta.
- Bardzo proszę i życzę smacznego - uśmiechnął się ciepło do dziewczynki, miała gdzieś 11 lat.
- Rozwiązały ci się sznurowadła - powiedział do mnie.
- I co z tego?-mruknęłam. Szczerze nienawidziłam go całym sercem. Obiecał mi coś dawno temu.
- Nie zawiążesz? Możesz się potknąć. Chyba, że chcesz żebym ja to zrobił - zaśmiał się cicho.
- Daj sobie spokój, sama to zrobię. - schyliłam się w celu zawiązania ich, ale nim to zrobiłam z kieszeni moich spodni wypadł wisiorek w kształcie czterolistnej koniczyny. Wisiorek który miał ogromne znaczenie.
- Co za zbieg okoliczności! Mam dokładnie taki sam naszyjnik,popatrz! - pokazał mi swój, który ukrywał za swoją koszulką. - skąd go masz?
Co za idiota! No oczywiście, że miał taki sam naszyjnik! Kupiliśmy je na znak naszej przyjaźni.
- Nieważne. Po prostu mam - schowałam go z powrotem do swoich spodni.
- Poczekaj chwilę...- przyjrzał mi się, co sprawiało, że czułam się o niebo dziwnie -O mój Boże! Nie wierzę - powiedział.

*koniec retrospekcji*

Nim się obejrzałam, zegarek wskazywał godzinę 19:30 więc postanowiłam się zbierać.
Szybko z Ann znalazłyśmy się pod klubem.
Weszłyśmy bez żadnych problemów. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to bar z alkoholem.
Szybkim krokiem udałam się tam z przyjaciółką prosząc o 2 drinki.
- Sam nie pij dzisiaj za dużo, nie chcę cię znowu zbierać z podłogi jak ostatnio - zachichotała. Uwielbiałam jej śmiech, był strasznie zaraźliwy ale to był jej duży atut.
- Spokojnie kochanie, masz to jak w banku - uśmiechnęłam się do niej. Lubiłam raz na jakiś czas się napić. Oczywiście nie do nieprzytomności, choć kilka razy zdarzało mi się tak wylądować. Nic nie poradzę na to, że alkohol powoduje u mnie taką reakcję. No okej, spora ilość alkoholu.
Po wypiciu trzech drinków ruszyłam w stronę parkietu na którym znajdowało się dość sporo osób.
Wczułam się w rytm muzyki. Tańczyłam z kilkoma ludźmi - częściej z płcią męską.
Musiałam skorzystać z toalety ale za nic nie mogłam znaleźć przyjaciółki.
Po wykonaniu swojej potrzeby, opłukałam twarz zimną wodą. Na sali było zdecydowanie za duszno.
Do toalety weszła moja Ann.
- Szukałam cię wszędzie! Mam dość nogi mnie bolą wracamy do domu?- zapytała. - Brady po nas wpadnie bo nie możesz kierować w tym stanie.
-W porządku, chodźmy.
Udałyśmy się do wyjścia. Na zewnątrz było bardzo chłodno, ale był to przyjemny chłód.
-Ej, dziewczyny!
Odwróciłyśmy się w kierunku chłopaka który do nas wołał. Gorzej nie mogło mi się trafić.
- Cześć Harry! - przywitała się z nim Ann. Ja nie miałam najmniejszej ochoty go teraz widzieć.
Wcale go nie chciałam widzieć.
- Cześć Sam.
prychnęłam.
Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, brat mojej przyjaciółki już na nas czekał. Pobiegłam do samochodu i przywitałam się z chłopakiem. Dziewczyna znalazła się tuż obok mnie i zapytała - dlaczego się nie przywitałaś z Harrym? Przecież nic ci nie zrobił, jesteś dla niego jakaś oschła.
Faktycznie byłam oschła. Ale byłam też bardzo wkurzona jego obecnością na tej imprezie. Nie chciałam go wcale widzieć. Denerwowało mnie to, że znów musi wpieprzać się w moje życie.
- Nie lubię go, możemy o tym nie rozmawiać? - mruknęłam cicho. Przytaknęła. Powoli czułam, że robię się senna. Nie widziałam już nic tylko głęboką czarną otchłań.

***

Harry's  POV

Nie potrafiłem się z tym pogodzić. Wiedziałem, że strasznie zraniłem tą dziewczynę ale myślałem, że mi przebaczyła. Jednak się myliłem. Na początku nie rozpoznałem jej gdy zobaczyliśmy się 'po raz pierwszy' w MSC. Ale gdy ten naszyjnik jej wypadł...To nie jest normalne.
Chciałbym z nią odnowić kontakt, wszystko co było ale ona ma postawiony przede mną mur, którego za cholerę nie jestem w stanie rozwalić.
Nie widzieliśmy się ponad 4 lata. Wszystko wróciło.

*Retrospekcja*
- Sam, musimy porozmawiać.
Dziewczyna ruszyła za mną niepewnie ale nadal nie puszczała mojej ręki. Szliśmy w stronę parku.
Usiedliśmy na pobliskiej ławce.
- Musimy się rozstać. - powiedziałem. Nie chciałem tego kończyć bo ta dziewczyna była dla mnie najważniejsza na świecie, ale nie mogłem postąpić inaczej. 
- Co? Nie wierzę, że to mówisz. Harry ja...- głos jej się załamał i zaczęła szlochać w moje ramię. - Dlaczego? Obiecałeś mi coś! Powiedziałeś, że mnie nigdy nie zostawisz! - zaczęła płakać jeszcze bardziej. Bolało.
- Spójrz na mnie. - nakazałem. - Nie chcę tego robić ale tak postanowili moi rodzice. Wyprowadzamy się stąd do Nowego Jorku. Ojczym znalazł tam pracę. - nie mogłem jej powiedzieć prawdy. Bo niby co jej miałem powiedzieć? Że mój ojczym zabił jej brata, bo był mu dłużny za dragi? Nie mógł tu zostać, a moja mama za cholerę nie chciała go zostawić. Ona również nie znała prawdy. Wiedziałem tylko ja i on. Podsłuchałem jego rozmowę z wspólnikiem. - Kocham Cię Sami, nigdy nie przestanę.
- Ja ciebie też kocham Harry. Nie wyjeżdżaj, nie zostawiaj mnie tu samej proszę cię. Najpierw Maks, a teraz ty. Ja sobie nie poradzę - mówiła, a raczej starała się mówić, przez swoje łzy. Starłem je kciukiem, ale wiedziałem, że to i tak nic nie da.
-  Przepraszam. 

*koniec retrospekcji*

Gdybym tylko był pełnoletni i miał jakąś pracę, nie zostawiłbym jej. Za bardzo mi zależało. Kochałem ją.
Moje uczucie do niej nadal nie wygasło. Może nie jest tak mocne jak dawniej, ale nadal mi na niej zależy jak na nikim innym.
Nienawidzę mojego ojczyma. Mama nadal jest w niego zapatrzona. On nie ma bladego pojęcia, że o wszystkim wiem. I dobrze, niech tak zostanie.


___________
___
_

Pierwszy rozdział za nami! Mam nadzieję, że każdy kto przeczyta zostawi jakiś ślad po sobie, chciałabym wiedzieć czy komuś podoba się ten tok opowiadania:)







środa, 5 sierpnia 2015

Prolog

- Cztery lata...- szepnęłam.
Najgorsze cztery lata w moim życiu. Codziennie patrzyłam na ekran swojego telefonu godzinami odbierając ciągle połączenia, ale wciąż niewłaściwe. Czekałam cztery najgorsze lata mojego życia na telefon od policji. 
Chciałam wiedzieć czy mój ukochany brat się odnalazł.
- On nie żyje Sam, musisz się z tym pogodzić - karciłam się w myślach wspominając słowa mojej ciotki Lisy.
Codziennie do mnie przychodziła sprawdzając jak się czuję, czy czegoś potrzebuję. Ale ja wiedziałam że jej również brakowało już sił. Nie chciałam z nią mieszkać, ale po tym jak dowiedziała się o zaistniałej sytuacji powiedziała, że przygarnie mnie do siebie. Co z tego, że miałam już 19 lat ona nadal uważała, że nie powinnam mieszkać sama w tym wielkim domu bo jestem jeszcze za młoda. 
Lisa często wyjeżdżała w delegacje, więc w sumie czułam się tak jakbym mieszkała sama. Wpadała tylko na 4 dni a później znowu jej nie bylo tygodniami.
Przyzwyczaiłam się już do tej sytuacji.
Ale nie potrafilam przyzwyczaić się do braku mojego brata.
Maks był ode mnie starszy 3 lata.
Kochałam go jak nikogo innego.
Nadal kocham.

***

Odwróciłam się na prawy bok, sięgając do mojej szafki nocnej chcąc wyłączyć budzik z telefonu, jednak strącilam go na ziemię. 
-Brawo Sami.- mruknęłam niezadowolona. Bądź co bądź ale rannym ptaszkiem nigdy nie byłam.
Zegarek wskazywał godzinę 6:47. -świetnie, znowu się spóźnię.
Wstałam pospiesznie z łóżka i skierowałam się w stronę łazienki. Wzięłam szybki prysznic, po czym ubrałam na siebie granatową spódniczkę i białą koszulę. Ozdobiłam ja jeszcze damskim krawatem. Nałożyłam lekki makijaż - nigdy nie przepadałam za makijażem, rzadko go nakładałam chyba że w takie dni jak dziś:
zakończenie szkoły.
Włosy zostawiłam naturalnie proste i wyszłam z pomieszczenia kierując się do kuchni. 
- Dzień dobry słońce. - Lisa przywitała mnie promiennym uśmiechem. Zawsze była szczęśliwa w życiu. Prawda, że każdy ma jakieś problemy ale tak szczęśliwego człowieka nigdy nie widziałam jakim jest ciocia.
Nie potrafiłam z nią rozmawiać. Nie umiałyśmy znaleźć wspólnego języka. Ale podziwiałam ją za cierpliwość jaką do mnie ma oraz za jej troskę. Zastępowała mi Maksa.
- Cieszysz się z ostatniego dnia szkoły? Ja w twoim wieku nie lubiłam się z nią rozstawać.-odparła podając mi przy tym tosty i kubek z kakao.
-Nawet nie wiesz jak - powiedziałam. 
- Wybierasz się gdzieś w te wakacje Sam? Może pojechałybyśmy gdzieś razem gdy wrócę za miesiąc z delegacji?- no tak, delegacja. Nie przeszkadzało mi to, ale jednak wolałabym mieć kogoś przy boku.
- Pewnie ciociu - mruknęłam wstawiając pusty talerz i kubek do zlewu.
Grzecznie podziękowałam i odeszłam od stołu, podchodząc do szafy i ubierając swoje czarne conversy.
Wsiadłam do swojego czarnego lamborghini. Odpaliłam silnik i chwilę później znajdowałam się w drodze do szkoły. 3 lata w liceum dobrze mi służyły. Bądź co bądź może nie miałam mnóstwo znajomych jak inni, ale miałam Ann. Jest dla mnie jak siostra. 
Podjechałam pod dom przyjaciółki trąbiąc przy tym aby się pospieszyła. Po kilku sekundach wsiadła do mojego samochodu witając się ze mną buziakiem w policzek. 
- Już jesteśmy spóźnione - odparłam.
- Jak zwykle przesadzasz Sami! To tylko 5 minut. Nikt nie zauważy.
Miała rację. Nikt nie zauważył naszego spóźnienia. Może dlatego, że przed szkołą jeszcze panowało zamieszanie.
Zajęłyśmy miejsca z tyłu sali i czekałyśmy aż wszyscy zrobią to samo.
Po całym zamieszaniu związanego z zakończeniem szkoły, pojechałyśmy z Ann do naszej pracy: Milkshakecity.
Weszłyśmy szybkim krokiem aby nie zostać ochrzanionym przez Johna- naszego kierownika.
Często zdarzało mi się spóźniać, ale on już chyba przywykł do tego. 
-Witajcie dziewczyny, mam dla was wiadomość - przywitał się miło (niemożliwe) mężczyzna w średnim wieku.- Otóż, będziecie miały nowego kolegę w pracy, Sami myślałem żebyś pokazała mu co i jak działa.
Chyba na głowę upadł.
- Cześć, jestem Harry.

***
Cześć!
Prolog mojego nowego opowiadania o 1D, właśnie powstał.
Mam nadzieję,że każdy kto przeczyta da komentarz, może być nawet w postaci kropki chce wiedzieć czy kogoś to zainteresowalo:)

Zapraszam do czytania!