piątek, 7 sierpnia 2015

01.

Weszłam do domu kierując się od razu do mojej sypialni.
Zegarek wskazywał godzinę 17:38. Umówiłam się z Ann, że podjadę po nią o 20 i razem pojedziemy do klubu. Musiałam się wyszaleć.
Zdjęłam z siebie brudne ubrania i dałam do kosza na pranie. Chwilę później znalazłam się w łazience pod prysznicem. Ciepłe strumyki wody czyściły moje ciało. Mokre włosy rozczesałam palcami, a siebie owinęłam ręcznikiem. Ubrałam na siebie krótkie czarne spodenki, oraz zwiewną miętową bluzkę na ramiączkach.
Nałożyłam lekki makijaż i śmiało mogłam stwierdzić, że byłam prawie gotowa. Prawie bo czekałam aż moje mokre włosy wyschną.
Zeszłam do kuchni w celu uczucia głodu. Przygotowałam sobie płatki z mlekiem. Może i się najem ale wiem, że za chwilę będę znów głodna. Nie miałam ochoty na bardziej skomplikowane dania.
Nadal nie mogłam uwierzyć, że będę z nim pracować pod jednym dachem.

*Retrospekcja*
- Cześć, jestem Harry- odparł po czym chwilę na mnie popatrzał. 
-Uhm, cześć Sam. - podałam chłopakowi rękę, to samo zrobiła Ann.
-Miło cię poznać Harry - odparła moja przyjaciółka. Miło? To nie było miłe. Skąd on się urwał? 
-Sam, pokaż koledze jak ma obsługiwać maszyny z napojami, będę w swoim biurze jakbyście czegoś potrzebowali - odparł John. Nienawidziłam go za to, że go tutaj zatrudnił. Jak on mógł? A no mógł, bo nic nie wiedział.
Nawet sam chłopak nic nie wiedział. Może po prostu nie pamiętał...
Pokazałam mu jak wszystko działa i chwilę później obsłużył swojego pierwszego klienta.
- Bardzo proszę i życzę smacznego - uśmiechnął się ciepło do dziewczynki, miała gdzieś 11 lat.
- Rozwiązały ci się sznurowadła - powiedział do mnie.
- I co z tego?-mruknęłam. Szczerze nienawidziłam go całym sercem. Obiecał mi coś dawno temu.
- Nie zawiążesz? Możesz się potknąć. Chyba, że chcesz żebym ja to zrobił - zaśmiał się cicho.
- Daj sobie spokój, sama to zrobię. - schyliłam się w celu zawiązania ich, ale nim to zrobiłam z kieszeni moich spodni wypadł wisiorek w kształcie czterolistnej koniczyny. Wisiorek który miał ogromne znaczenie.
- Co za zbieg okoliczności! Mam dokładnie taki sam naszyjnik,popatrz! - pokazał mi swój, który ukrywał za swoją koszulką. - skąd go masz?
Co za idiota! No oczywiście, że miał taki sam naszyjnik! Kupiliśmy je na znak naszej przyjaźni.
- Nieważne. Po prostu mam - schowałam go z powrotem do swoich spodni.
- Poczekaj chwilę...- przyjrzał mi się, co sprawiało, że czułam się o niebo dziwnie -O mój Boże! Nie wierzę - powiedział.

*koniec retrospekcji*

Nim się obejrzałam, zegarek wskazywał godzinę 19:30 więc postanowiłam się zbierać.
Szybko z Ann znalazłyśmy się pod klubem.
Weszłyśmy bez żadnych problemów. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to bar z alkoholem.
Szybkim krokiem udałam się tam z przyjaciółką prosząc o 2 drinki.
- Sam nie pij dzisiaj za dużo, nie chcę cię znowu zbierać z podłogi jak ostatnio - zachichotała. Uwielbiałam jej śmiech, był strasznie zaraźliwy ale to był jej duży atut.
- Spokojnie kochanie, masz to jak w banku - uśmiechnęłam się do niej. Lubiłam raz na jakiś czas się napić. Oczywiście nie do nieprzytomności, choć kilka razy zdarzało mi się tak wylądować. Nic nie poradzę na to, że alkohol powoduje u mnie taką reakcję. No okej, spora ilość alkoholu.
Po wypiciu trzech drinków ruszyłam w stronę parkietu na którym znajdowało się dość sporo osób.
Wczułam się w rytm muzyki. Tańczyłam z kilkoma ludźmi - częściej z płcią męską.
Musiałam skorzystać z toalety ale za nic nie mogłam znaleźć przyjaciółki.
Po wykonaniu swojej potrzeby, opłukałam twarz zimną wodą. Na sali było zdecydowanie za duszno.
Do toalety weszła moja Ann.
- Szukałam cię wszędzie! Mam dość nogi mnie bolą wracamy do domu?- zapytała. - Brady po nas wpadnie bo nie możesz kierować w tym stanie.
-W porządku, chodźmy.
Udałyśmy się do wyjścia. Na zewnątrz było bardzo chłodno, ale był to przyjemny chłód.
-Ej, dziewczyny!
Odwróciłyśmy się w kierunku chłopaka który do nas wołał. Gorzej nie mogło mi się trafić.
- Cześć Harry! - przywitała się z nim Ann. Ja nie miałam najmniejszej ochoty go teraz widzieć.
Wcale go nie chciałam widzieć.
- Cześć Sam.
prychnęłam.
Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, brat mojej przyjaciółki już na nas czekał. Pobiegłam do samochodu i przywitałam się z chłopakiem. Dziewczyna znalazła się tuż obok mnie i zapytała - dlaczego się nie przywitałaś z Harrym? Przecież nic ci nie zrobił, jesteś dla niego jakaś oschła.
Faktycznie byłam oschła. Ale byłam też bardzo wkurzona jego obecnością na tej imprezie. Nie chciałam go wcale widzieć. Denerwowało mnie to, że znów musi wpieprzać się w moje życie.
- Nie lubię go, możemy o tym nie rozmawiać? - mruknęłam cicho. Przytaknęła. Powoli czułam, że robię się senna. Nie widziałam już nic tylko głęboką czarną otchłań.

***

Harry's  POV

Nie potrafiłem się z tym pogodzić. Wiedziałem, że strasznie zraniłem tą dziewczynę ale myślałem, że mi przebaczyła. Jednak się myliłem. Na początku nie rozpoznałem jej gdy zobaczyliśmy się 'po raz pierwszy' w MSC. Ale gdy ten naszyjnik jej wypadł...To nie jest normalne.
Chciałbym z nią odnowić kontakt, wszystko co było ale ona ma postawiony przede mną mur, którego za cholerę nie jestem w stanie rozwalić.
Nie widzieliśmy się ponad 4 lata. Wszystko wróciło.

*Retrospekcja*
- Sam, musimy porozmawiać.
Dziewczyna ruszyła za mną niepewnie ale nadal nie puszczała mojej ręki. Szliśmy w stronę parku.
Usiedliśmy na pobliskiej ławce.
- Musimy się rozstać. - powiedziałem. Nie chciałem tego kończyć bo ta dziewczyna była dla mnie najważniejsza na świecie, ale nie mogłem postąpić inaczej. 
- Co? Nie wierzę, że to mówisz. Harry ja...- głos jej się załamał i zaczęła szlochać w moje ramię. - Dlaczego? Obiecałeś mi coś! Powiedziałeś, że mnie nigdy nie zostawisz! - zaczęła płakać jeszcze bardziej. Bolało.
- Spójrz na mnie. - nakazałem. - Nie chcę tego robić ale tak postanowili moi rodzice. Wyprowadzamy się stąd do Nowego Jorku. Ojczym znalazł tam pracę. - nie mogłem jej powiedzieć prawdy. Bo niby co jej miałem powiedzieć? Że mój ojczym zabił jej brata, bo był mu dłużny za dragi? Nie mógł tu zostać, a moja mama za cholerę nie chciała go zostawić. Ona również nie znała prawdy. Wiedziałem tylko ja i on. Podsłuchałem jego rozmowę z wspólnikiem. - Kocham Cię Sami, nigdy nie przestanę.
- Ja ciebie też kocham Harry. Nie wyjeżdżaj, nie zostawiaj mnie tu samej proszę cię. Najpierw Maks, a teraz ty. Ja sobie nie poradzę - mówiła, a raczej starała się mówić, przez swoje łzy. Starłem je kciukiem, ale wiedziałem, że to i tak nic nie da.
-  Przepraszam. 

*koniec retrospekcji*

Gdybym tylko był pełnoletni i miał jakąś pracę, nie zostawiłbym jej. Za bardzo mi zależało. Kochałem ją.
Moje uczucie do niej nadal nie wygasło. Może nie jest tak mocne jak dawniej, ale nadal mi na niej zależy jak na nikim innym.
Nienawidzę mojego ojczyma. Mama nadal jest w niego zapatrzona. On nie ma bladego pojęcia, że o wszystkim wiem. I dobrze, niech tak zostanie.


___________
___
_

Pierwszy rozdział za nami! Mam nadzieję, że każdy kto przeczyta zostawi jakiś ślad po sobie, chciałabym wiedzieć czy komuś podoba się ten tok opowiadania:)







1 komentarz: