poniedziałek, 10 sierpnia 2015

02. Mam problem i muszę go załatwić.

NOTKA POD ROZDZIAŁEM, KONIECZNIE PRZECZYTAJ!

Obudziłam się dość wcześnie jak na mnie. Sobota, godzina 8:26. Wstałam z łóżka, pokierowałam się do łazienki i po chłodnym prysznicu, zeszłam na dół do kuchni gdzie czekała na mnie moja ciocia.
- Już wróciłaś?- zapytałam i przytuliłam kobietę. 
- Tak, ale tylko na dwa dni, w poniedziałek znowu wyruszam i nie wiem kiedy będę z powrotem, możliwe że pod koniec miesiąca wrócę. - odparła. Świetnie cały miesiąc sama. - Przepraszam skarbie, ale wiesz, że taką mam pracę.
- Rozumiem, mną się nie przejmuj poradzę sobie- uśmiechnęłam się ciepło. 
Lisa podstawiła przede mną talerz z naleśnikami i kakao. Umiała świetnie gotować.
- Są pyszne, dziękuję.
- Sami, wychodzę dzisiaj na miasto, zostawiłam ci pieniądze w szufladzie w pokoju.

***
Siedziałam na kanapie przed telewizorem, kiedy nagle do drzwi ktoś się dobijał. Leniwie wstałam z sofy i otwarłam drzwi, a moim oczom ukazał się listonosz. - Dzień dobry, Sam Moon? 
- Tak, o co chodzi?
- List polecony, proszę tu podpisać - podpisałam jakąś kartkę i odebrałam kopertę - dziękuję, miłego dnia.
Zamknęłam drzwi, i weszłam z powrotem do salonu. Otwarłam list. W środku znajdowała się biała kartka złożona na pół. Wyprostowałam ją i nie mogłam uwierzyć swoim oczom.
Koniczyna.
Narysowana czterolistna koniczyna.
Tylko ON mógł to zrobić. Skąd on zna mój adres? Akurat teraz, kiedy wszystko w zyciu zaczęło mi się układać, on wraca i myśli, że wszystko będzie jak dawniej. Bądź co bądź ale pogodziłam się z tym, że mnie zostawił samą. Wiem, że to nie jest jego wina ale tak strasznie go za to nienawidziłam. Obiecał.
Wsadziłam rysunek z powrotem do białej koperty i wyrzuciłam do kosza. Niepotrzebne mi są śmieci.
Śmieci Sam? Ogarnij się!
Wyciągnęłam z pod koszulki swój wisiorek. Mimo wszystko nie potrafiłam się z nim rozstać. Nie umiałam się go pozbyć. Zawsze był przy mnie. Może jednak nadal mi zależy? Nie, co za głupoty!
Strasznie mi się nudziło, więc postanowiłam napisać sms-a do przyjaciółki.

NADAWCA: SAM
ODBIORCA: ANN
Cześć Ann! Wpadniesz do mnie? Strasznie się nudzę.
Sam xx

Nigdy nie musiałam długo czekać, aż przyjaciółka odpisze na wiadomość. Co jak co, ale ona chyba ciągle się w niego wpatruje.

NADAWCA: ANN
ODBIORCA: SAM
Aktualnie nie mogę, bo pomagam bratu się pakować, ale możesz wpaść i mi pomóc!
Nie znam takiego chłopaka jak on, który ma tyle ubrań, matko!
Ann xx

Napisałam jej, że będę do trzydziestu minut. Lubię spędzać czas z nią i z jej bratem. Dzieli ich 5 lat, a potrafią się dogadać w każdej sprawie.
Postanowiłam, że nie będę marnować benzyny i przejdę się pieszo. Samochodem byłabym tam w 5 minut, ale nic mi nie zaszkodzi dwudziestominutowy spacer. 
Na uszy założyłam słuchawki i zaczęłam słuchać losowych piosenek Weszłam do najbliższego sklepu kupić papierosy.
Nie paliłam często, ale istnieją takie dni kiedy człowiek musi się odstresować.
Idąc, wypaliłam ponad pół paczki. Nieźle, jeszcze nigdy tyle mi się nie udało przez kilkanaście minut.
Telefon zawibrował w mojej tylnej kieszeni spodni. Wyciągnęłam go i zobaczyłam sms-a od jakiegoś nieznanego mi numeru.

NADAWCA: PRYWATNE
ODBIORCA: SAM
50 tysięcy, inaczej powiedz dobranoc cioci.

W moich oczach zebrało się mnóstwo łez, nie potrafiłam ich zatrzymać.
Nawet nie miałam jak odpisać bo numer był prywatny. 
Lisa, ona jest w niebezpieczeństwie a ja nawet nie wiem skąd mam wziąć taką sumę pieniędzy i gdzie je zostawić.

NADAWCA: SAM
ODBIORCA: ANN
Nie mogę przyjść, coś mi wypadło przepraszam.
Sam xx


NADAWCA: ANN
ODBIORCA: SAM
Wszystko w porządku? Później zadzwonię to pogadamy:)
Ann xx

Szybkim krokiem zawróciłam w stronę swojego domu. Teraz żałuję, że nie zabrałam ze sobą samochodu. Cholera. Nawet nie zauważyłam kiedy zaczęło się ściemniać. Nie miałam ze sobą żadnego swetra, tylko krótkie spodenki i koszulkę z krótkim rękawem, świetnie. Co z tego, że było lato, Londyn lubi sobie zażartować z pogodą. 
Martwiłam się o Lisę. Moja jedyna rodzina to ona. Nie wiem jak bym sobie poradziła gdyby jej już nie było.
Nie dogadywałyśmy się to fakt, ale jednak ją kocham. 
Harry, Maks, Lisa - wszystko takie popaprane, cały mój świat zawalił się w ciągu tych kilku lat.
Musiałam jeszcze raz wejść do sklepu, po następne fajki bo zostały mi tylko 3. Gdy weszłam natychmiast chciałam z niego wyjść, ale wyszłabym na kretynkę, więc nie zważając na osobnika który mnie obserwował, podeszłam do kasy i kupiłam to co było mi potrzebne. 
- Cześć Sam - usłyszałam za sobą głos chłopaka.
- Cześć, spieszę się muszę lecieć. - mruknęłam i wyszłam ze sklepu. Jednak Harry mnie dogonił.
- Posłuchaj chciałem pogadać...
- Nie mam teraz czasu, czego nie rozumiesz w słowach spieszę się?!- Prawie krzyknęłam. 
- Chciałem cię przeprosić, Sam daj mi szansę! 
- Szybko, zwięźle i na temat - odparłam dalej idąc. Chłopak szedł obok mnie.
- Wiem, że wszystko co było jest już przeszłością. Wróciłem do Londynu, bez mamy i ojczyma. W końcu jestem już pełnoletni, więc sam mogę się utrzymać. Na prawdę, wiem, że dużo przeżyłaś, ale chcę żebyś wiedziała, że mi dalej na tobie zależy Sami. To teraz jest dla ciebie trudne, chciałbym odnowić z tobą kontakt, jakoś się zaprzyjaźnić - mówił niepewnie - proszę, wybacz mi - wręczył mi do rąk kartkę z narysowaną koniczyną. Dokładnie taką samą jaką dostałam dzisiaj rano.
- Czy to od ciebie dostałam list? W którym było dokładnie to samo? - wskazałam na obrazek.
Uśmiechnął się ledwo i pokiwał głową na tak. 
Chciałam na niego nakrzyczeć, wygarnąć mu, że przez niego zostałam prawie sama - prawie bo Lisa była ze mną. Właśnie. była. - ale nie potrafiłam. Jedyne co zrobiłam, to uroniłam kilka łez i go przytuliłam. Tak strasznie mi go brakowało. Próbowałam okłamywać samą siebie, przez te kilka lat, że już mi nie zależy.
Ciężko mi to wychodziło.
- Czy to oznacza, że mi wybaczasz?
- Tak, ale teraz na prawdę, cię przepraszam, mam problem i muszę go załatwić - uśmiechnęłam się blado do chłopaka.
- Może ci jakoś pomóc? - Jeszcze mi brakowało, żeby Harry'emu coś się stało. 
- Nie! Muszę to sama załatwić. - przytuliłam go i szybko poszłam do swojego domu. 

Po 10 minutach znajdowałam się w swoim pokoju. Byłam wielkim chodzącym kłębkiem nerwów. 
A co jeśli Lisa już...Nie. Nie mogę tak myśleć. Skąd mam wziąć te cholerne 50 tysięcy?

NADAWCA: PRYWATNE
ODBIORCA: SAM
Pieniądze mają być jutro o 19 w parku Thomasa. Wygadaj coś policji, to odstrzelę jej łeb.

Przynajmniej wiedziałam, że jeszcze żyje. Park Thomasa, znajduje się zaraz niedaleko mojego domu. Jutro do 19 muszę mieć 50 tysięcy inaczej ciocia zginie. 
Na dodatek nie mogę nikomu nic wygadać. Zastanawiam się, dlaczego to ja mam takiego pecha w życiu.

***

W nocy nie mogłam spać. Obudziłam się o 2, a potem wcale nie zmrużyłam oka. Czekałam na cud z nieba. 
Około godziny 7, wygrzebałam się z łóżka i poszłam do łazienki. Wyglądałam fatalnie. Podkrążone oczy, roztrzepane włosy, blada twarz, niczym trup. Wzięłam zimny prysznic i ubrałam na siebie czarne potargane jeansy i luźną białą koszulkę. Włosy starałam się rozczesać, ale nic z tego nie wychodziło, dlatego zostawiłam je takie jakie są. Nie malowałam się, nie widzialam potrzeby.
Bez śniadania, pojechałam do pracy.

- Sami, przepraszam, że nie zadzwoniłam byłam totalnie padnięta - odparła moja przyjaciółka nalewając shake czekoladowego, małej dziewczynce. - Czemu nie mogłaś wpaść?
- Nieważne - mruknęłam. Wiedziałam, że należą jej się jakieś wyjaśnienia ale nie moglam jej o niczym powiedzieć. - Ann? - popatrzyła na mnie. - nie masz może pożyczyć kilku tysięcy? - odparłam niepewnie. 
- A po co ci tyle pieniędzy? Wybacz Sam, ale nie mam aż tyle, mogę ci pożyczyć dwie stówki - powiedziała usmiechając się. - to jak powiesz mi na co ci tyle pieniędzy?
- Po prostu...potrzebuję.
- Ile dokładnie?
- 50 tysięcy...


__________
________
__

Rozdział, taki średni, chciałam zrobić dłuższy ale stwierdzilam, że dalszą część poznacie w kolejnych rozdziałach:)
Chciałabym, abyście komentowali to opowiadanie,bo bardzo mi zależy na tym aby wiedzieć, czy ktoś to czyta:)

3 komentarze = NEXT





1 komentarz: